0
orchidea04 12 lutego 2019 10:40
Przeglądając swoje relacje zauważyłam, że nie opisałam swojego urlopu w 2017r. Czas nadrobić.

Maroko zawsze było w mojej głowie, głównie ze względu na bardzo dobrego znajomego moich rodziców, Marokańczyka, z którym studiował mój ojciec na wrocławskiej politechnice. Po studiach wrócił do Maroka, ożenił się, ma dwoje dzieci. Zanim jednak się ożenił był kilkakrotnie w Polsce, a dla mnie jest oczywiście wujkiem :)
Rodzice również jeździli do Maroka, jeszcze zanim ja się urodziłam, i już po tym jak weszłam w wiek "jeżdżenie na wakacje z rodzicami jest głupie" (jak pewnie każdy z nas po jakimś czasie mi to minęło ;)). Zawsze to Maroko gdzieś mi się tam po głowie kołatało. W końcu gdy w 2016r. mama mi powiedziała, że znowu wybierają się odwiedzić Josefa, postawiłam sobie za cel Maroko jako urlop w 2017.
Jak już wspominałam w poprzednich relacjach, moje urlopy są raczej zimą ze względu na pracę w turystyce (no i zimą jest przecież taniej :)). NIe jestem typem plażowicza, ale plaże mam zasadniczo w zasięgu ręki mieszkając na Malcie.

Z Malty nie mieliśmy bezpośrednich lotów, znalazłam z przesiadką w Madrycie. Kupiliśmy więc:
18.11 Malta-Madryt
19.11 Madryt-Marrakesz
25.11 Fez-Madryt
26.11 Madryt-Malta

Wszystko Ryanair.

19.11 - dzień 1

Wylot z Madrytu mieliśmy dość wczesny, a lot trwa 3h. W Marrakeszu odebrał nas kierowca, którego zorganizował nam własciciel naszego Riadu. Wiem, że większość na forum szuka zakwaterowania po przylocie, ale ja jednak wolę mieć takie rzeczy już zorganizowane przed wylotem. Nasz Riad: https://www.airbnb.com.mt/rooms/4690116 ... 1&adults=1 - zdecydowanie polecam. Zlokalizowany jak typowe riady gdzieś w zakręcie wąskich uliczek i tuneli, nie znaleźlibyśmy go sami, nasz kierowca doprowadził nas pod sam dom. Nasz host świetnie mówił po angielsku więc nie bylo problemu z dogadaniem się. W cenie noclegów mieliśmy też śniadania. Zostawiliśmy nasze bagaże i wyruszyliśmy się rozeznać.

Nasz Riad, "widok" z balkonu
Image

Zaraz po wyjściu z Riadu (czy raczej z bramy) znajdujemy się na targowisku (nie tym głównym)
Image

Dojście do Souków zajmuje nam 15 minut, chociaż tak na prawdę powinno 5 (trochę pobłądziliśmy), a ja nie wiem gdzie mam patrzeć i chyba zaraz dostanę oczopląsu.
Chcemy kupić lokalną kartę sim by mieć dostęp do internetu i google maps. Trafiamy do jednego ze sprzedawców, płacimy €10 i mamy zapas internetu na cały pobyt.

Image

Image

Image

Sprzedawcy są dość nachalni, skaczą do nas, pytają co byśmy chcieli itd. Ja to bym chciała coś zjeść, znajdujemy coś w rodzaju małej piekarenki, gdzie znowu sami nie wiemy co byśmy chcieli, kupujemy więc ... większość.

Image

Obok tej piekarenki widzimy schody i znak na restaurację o nazwie Terrasse Des Epices Restaurant. Zaciekawieni wchodzimy na górę, akurat serwują lunch. Restauracja jest zlokalizowana na dachu budynku i robi na nas niemałe wrażenie. Decydujemy się tu zjeść. Jest to raczej restauracja nastawiona na turystów, ale jest fajnie udekorowana, dostajemy nawet kapelusze do ochrony przed słoncem.

Image

Cen już nie pamiętam, ale jak na turystyczne miejsce drogo nie było, a jedzenie bardzo smaczne. Decydujemy się tu wrócić na jedną z kolacji. Kelner mówi nam, że najlepiej by było gdybyśmy zrobili rezerwację bo wieczorami są bardzo oblegani. Rezerwujemy więc stolik na kolację dzień przed naszym wyjazdem do Fezu.

Kręcimy się jeszcze po Soukach i wracamy do Riadu. Jesteśmy trochę zmęczeni, mieliśmy wczesny lot, decydujemy się więc na odpoczynek. Tego dnia już nie wychodzimy, relaksujemy się w naszym Riadzie.

20.11 - dzień 2

Dzień witamy pysznym śniadaniem

Image

Chwilę później była też jajecznica, ale nie zrobiłam jej zdjęcia ;)) jest kawa, herbata i pyszne świeżutkie bułeczki. Jestem w niebie.

Marokańska miętowa herbata w tym imbryczku smakuje niesamowicie.

Image

Ja jestem wielką fanką herbaty, piję jej bardzo dużo. Mój chłopak nieszczególnie, woli kawę. Ale nie tym razem. Tym razem herbata i tylko herbata :)) W tym momencie zapragnęłam takiego imbryczka. I takich szklanek.

Dopijamy herbatę i lecimy. No może nie lecimy, idziemy, zwiedzamy, chłoniemy Marakesz.

Image

Koutoubia Mosque
Image

Image

Grobowce Saadystów
Image

Koteł na grobowcu :)
Image

Bahia Palace
Image

Image

Image

Tutaj trafiamy na grupę Polaków z przewodnikiem.
Stoję sobie, podziwiam wnętrze, jestem pod pełnym wrażeniem, obok mnie stoi jakaś panna. Nagle podchodzi do niej facet i po polsku mówi "tu jest zbyt arabsko" - no patrz pan, w arabskim kraju. Kto by się spodziewał? :roll: Z reguły nie ujawniam się, w tym przypadku było tak samo. Ponieważ mój chłopak (w tym momencie były już) jest Belgiem, rozmawiamy po angielsku.

Wracamy do Riadu, zatrzymując się w Soukach. Kupujemy magnes, portmonetkę (na marokańskie monety) i okrągłe chlebki - niestety nie pamiętam jak się nazywały, ale z masłem były obłędne.

21.11 - dzień 3

Po kolejnym pysznym śniadaniu chcemy zobaczyć Madresę Alego Ibn Jusufa. Google maps trochę się gubi, kręcimy się tu i tam, nie możemy znaleźć. Podchodzi do nas jakiś facet i zagaduje pytając czego szukamy. Po wcześniejszej lekturze forum wiem, że lepiej takich ludzi unikać bo będą chcieli napiwek. Staram się go ignorować, ale mój chłopak mówi mu, że szukamy wejścia do Uniwersytetu. "Pomocny" pan twierdzi, że to nie tu, że nas zaprowadzi, akurat idzie w tamtą stronę. Znowu próbuję go ignorować, ale mój facet idzie za nim. Wzdycham, idę więc. Po 10 minutach szybkiego marszu trafiamy w jakieś dziwne miejsce, widzę samych lokalsów, zero turystów, i wiem już, że zdecydowanie nie jesteśmy w okolicy uniwersytetu. Moje przeczucia się sprawdzają i trafiamy gdzie? Do barberni...

Image

Właściciel wita nas bardzo serdecznie, opowiada o pracy, przezornie pytam czy mogę zrobić zdjęcia. Tak, tak, oczywiście. Chwilę później zabiera nas do swojego sklepu, gdzie sprzedaje swoje wyroby ze skóry - kurtki, torby, paski, wszystko. Chcielibyśmy coś kupić? Nie, dziękujemy. No problem, my friends. Wychodzimy, a tam "napada" na nas nasz wczesniejszy "przewodnik". Oczywiście chce kasę. No przecież zabrał nas w takie wspaniałe miejsce, właściciel pozwolilł nam zrobić zdjęcia. Jestem zła, tak bardzo chciałam tego uniknąć (szczególnie, że przecież czytałam o tym na forum). Nie wymiksujemy się, dajemy mu jakieś grosze. Facetowi się to nie podoba, ale puszcza nas. Wracamy w miejsce, do którego chcieliśmy się wcześniej dostać. Okazuje się, że byliśmy 10 metrów od wejścia do uniwersytetu gdy zgarnął nas wielkoduszny przewodnik. Wchodzimy, ja nadal trochę zła, mój facet przezornie się nie odzywa.

Image

Image

Wracamy na Djemaa El Fna Square, wybieramy kawiarnię Cafe De France, siadamy na tarasie, pijemy miętową herbatę i relaksujemy się w słońcu.
Jesteśmy pod wrażeniem ilości ludzi na motorach, skuterach i rowerach, szczególnie własnie Medinie, gdzie samochody nie mają wstępu. Co nas najbardziej zaskakuje to brak wypadków - zarówno z innymi kierowcami jak i z pieszymi. Brak jakichkolwiek reguł zaskakuje nas już mniej ;)

Image

Mój chłopak znalazł wcześniej jakiś duży supermarket i decydujemy się tam wybrać na zakupy. Kupujemy szklanki do herbaty (które jak się później okaże używamy całe 2 razy po powrocie do domu), przyprawy, skarpetki (bo tanio!) i jedzenie na podróż następnego dnia.

Wracamy do Riadu, a później wybieramy się na kolację do Terrase des Epices, gdzie mieliśmy rezerwację.

Image

22.11 dzień 4

Wykwaterowujemy się - ten sam kierowca, który odebrał nas z lotniska, zabiera nas na dworzec kolejowy. Kupujemy bilety i wsiadamy do pociągu, który zabiera nas do Fezu - to będzie długa podróż. Tym razem mój chłopak jest zły - w pociągu nie można palić. Otwarcie okna nie wchodzi w grę. Cóz, to nie ja palę, nie sprawdzalam tego, sam powinien to zrobić. Ale nic, jedziemy. Udaje mu się wyskoczyć na kilku przystankach na kilka chwil by zapalić. Pociąg wygodny, jedze z nami para Anglików - wysiadają w Cassablance.

W końcu, po prawie 9-ciu godzinach w pociągu, docieramy do Fezu! Ponownie mamy zarezerwowanego kierowcę, który zabiera nas do naszego Riadu: https://www.airbnb.com.mt/rooms/1058565 ... 1&adults=1 - nasz host nie mówi po angielsku, o czym wiedziałam już wcześniej, kontaktując się z nim na airbnb. Claude jest Belgiem, mówi świetnie po francusku, więc nie ma problemu by się dogadać.

Image

Jesteśmy zbyt zmęczeni by gdziekolwiek iść. Decydujemy się po prostu zostać w Riadzie, żona naszego hosta przyżądza nam kolację na szybko - jest dość późno więc to tylko kanapki.

23.11 dzień 5

Śniadanie nie jest w cenie, ale jest możliwość przygotowania za opłatą. Była to jakaś śmieszna cena, więc oczwyiście śniadania jemy na miejscu.

Image

Po śniadaniu wybieramy się na zwiedzanie.

Image

Image

Image

Oczywiście spotykamy koty

Image

Mój ulubiony :lol:

Image

Image

Udaje nam się nawet zajrzeć do meczetu

Image

Jednak w chwili gdy tylko postawiłam stopę na schodach, poderwał się jakiś facet (pan pilnowacz) i zaczął krzyczeć coś po francusku. Oczywiście, niewiernym wstęp wzbroniony. No nic. Ponoć gdy ja próbowałam zbeszcześcić meczet, jakiś przechodzień zaoferował skręta mojemu chłopakowi. Później dowiedziałam się, że było to dość częste. Ja biegam z aparatem, a on dostaje oferty :lol: Jak wspomniałam, Claude pali, ale pali tytoń skręcany więc możliwe, że mogło to wyglądać nie do końca na zwykłego papierosa.

Weszliśmy też na dach jednego z budynków by zobaczyć panoramę miasta

Image

Wracamy do Riadu, przechodzimy przez Souki - zauważam, że sprzedawcy nie są tak napastliwi jak w Marakeszu. Nikt nikogo nie nawołuje, nikt nie chce nic sprzedać za samo patrzenie. Rozglądamy się więc, co owocuje zakupem kolejnego magnesu, kilku bransoletek i paska do spodni.

Kolację jemy w Riadzie, przygotowaną przez żonę naszego hosta.

24.11 - dzień 6

Nasz ostatni dzień w Fezie i w Maroku.

Wybieramy się do Muzeum Batha

Image

Do Synagogi Ibn Danan

Image

Nie zrobiła na nas większego wrażenia.

I do ogrodów Jardin Jnan Sbile

Image

Image

Image

Wracamy do Riadu, kolację znowu jemy na miejscu.

25.11 - dzień 7, wylot

Kierowca zawozi nas na lotnisko i tak też kończymy naszą przygodę z Marokiem. Mam niedosyt, zdecydowanie tu jeszcze wrócę, chciałabym też wybrać się na pustynie i do Szefszanu.

Zdecydowanie polecam :)

Dodaj Komentarz